Malarstwo w poszerzonym polu
dr Agnieszka Kłos
Miesięcznik Odra, wrzesień, 2019
Sztuka, ale przede wszystkim malarstwo musi zrezygnować z idealnego, tragicznego wzorca i pogodzić się ze swoją społeczną nieskutecznością. Jak pisze Ewa Lipska w swoim najnowszym tomie „Pamięć operacyjna”, handlowaliśmy Szekspirem od najmłodszych lat, a ten mówił nam, że nie ma sztuki bez przemocy, bez gwałtu słów i terroru stylu. Malarstwo to handel Picassem od najmłodszych lat. Urszula Śliz stara się zerwać z mafią patrzenia. Bo mafia to według Lipskiej wzór patrzenia i nie widzenia.
Tymczasem malarstwo Urszuli Śliz zasadza się na koncepcie zburzenia klasycznego wzoru patrzenia i widzenia, który rozgrywa się w polu walki z tradycją. Wyprowadzona antyczna figura – metafora Witruwiusza, przedstawiająca idealnego, młodego, zdrowego, białego mężczyznę – fundament teorii architektury zachodniej, wyznaczający dyskurs antropocentryczny w sztuce, zostaje podważona, a jej klarowny obraz przesunięty. Tym samym mężczyzna jako wzór, stanowiący podstawę dyskursu antropocentrycznego i form architektonicznych, nabiera kobiecych cech i zostaje wzbogacony o elementy miejskiej
kultury, która zdaje się być już nie do oddzielenia od jego biologii. Człowiek – kobieta – miasto w pracach malarskich Śliz przedstawia podmiot jako żywe ciało – organizm.
Ten koncept zostaje przez Śliz poddawany wielu eksperymentom, szczególnie żywotnym, jeśli chodzi o współczesne próby zacierania granic pomiędzy gatunkiem malarstwa a rzeźby i różne tropy badające związek między fizjologią, geometrią a miastem. „Nieznane miejsca” stanowią ciąg dalszy badań. Na wystawę złożyła się seria abstrakcyjnych obrazów i form wykonanych z materiałów typowych dla malarstwa, ale i folii, drutu, pleksi, stelaży, aluminium, fotografii i wydruków cyfrowych. Czytelnie wpisują się one we wcześniejsze realizacje Śliz, gdzie przepracowała na różne sposoby de(konstruktywistyczną) formę.
Kameralna wystawa w Krupa Gallery każe myśleć o nich jako o szkicach, modelach
i przygotowaniu do budowy nowego miasta. Prace wzajemnie się oświetlają, cytują i krąży wokół nich spojrzenie na określony odcinek miasta (w niektórych pracach powraca obsesja wizualna na temat widoku fosy miejskiej i fal wody).
Przestrzenne formy, towarzyszące pracom malarskim, są modelami naniesionych na płaskie powierzchnie fotografii i wydruków oraz farb, połączeniami, które narzuciły kształt geometryczny modułów miejskich. Precyzyjne, pozornie pozbawione emocji, pełne skupienia dokumentacje z odrywanych właśnie miejsc, stanowią otwarty na przestrzeń miasta, ale i przestrzeń wewnętrzną, system, który w dużym stopniu dotyka wspólnego ekosystemu.
Wypreparowany przez Śliz szkielet miasta straszy taśmą ostrzegawczą, która pojawia się w miejscu budowy, ale także wypadku i zbrodni. Miejsce wypreparowane, wycięte z tkanki miejskiej, obłożone klątwą, wabi ciekawskich i służby specjalne. Zimne w swoim minimalizmie, pełne dystansu wobec widza, bezosobowe inżynierskie konstrukcje, okazują się grą pozorów. Wyrafinowana gra z widzem polega nie na pokazywaniu, odsłanianiu i przedstawianiu, ale przeciwnie – zadawaniu pytań. Ponieważ (nie)malarstwo Śliz zaciera granice między tym, co zewnętrzne, a wewnętrzne. Malarka nie wyraża zgody na dwuwymiarowość malarstwa, a w walce o przestrzeń waży pojemność abstrakcji. „Moim zadaniem – mówi Śliz – nie jest znalezienie odpowiedzi na pytania, lecz raczej ich stawianie”.
Nieznane miejsce to spór na temat starej koncepcji rzeźbiarskiej, która została
sformułowana w latach 50. i 60. XX wieku jako neoawangardowa rozwinięcie
eksperymentów pierwszej awangardy. Zgodnie z nią przeźroczystość i ażur traktowane były jako pozytywnie postrzegana forma negatywowa / pusta, która posiadała zdolność do wytwarzania aktywnej przestrzeni powietrznej. Obie antytetyczne formy: pełna i pusta, posiadają wartość identyczną. Konstrukcje Śliz wprowadzają pęknięcie w system wölfflinowskiej analizy strukturalnej, typologizującej sztuki plastyczne na linearne (rysunek) i malarskie. Wypracowanie autonomicznej formy to budowa obszaru, gdzie postrzeganie i interpretacja sztuki nie tylko w kategorii reprezentacji, otwiera nowe sposoby patrzenia rozbijające mafię, o jakiej pisze Ewa Lipska.